recenzja ukazała się 4 kwietnia 2013 roku na portalu StacjaKultua.pl (TUTAJ)
_________________________________________________________________
Niall Stokes, ceniony dziennikarz muzyczny,
wziął na warsztat twórczość jednego z największych rockowych zespołów:
U2. Jego książka jest wędrówką od początków istnienia grupy do dnia
dzisiejszego, fascynującą historią muzyki, wyjątkowych ludzi, świata.
Kiedy
się rodziłam, kariera U2 nabierała tempa, sława grupy rosła w siłę, na
niespodziewaną - przez samych muzyków nawet - skalę. Minęło prawie 30
lat a zespół wciąż uważany jest za jedną z ważniejszych kapel rockowych,
głos Bono wciąż zachwyca. Jak wyglądała ich droga do sukcesu? Jak
wyprodukować pobudzający publikę singiel? Jak oddać swoje emocje,
przemyślenia? W tekście może być wszystko, prawda?, zapytał kiedyś retorycznie Bono. Niall Stokes próbuje ukazać wieloznaczność utworów U2, wpisać je w życie zespołu, przedstawić historię, jaką opowiadają. Autor stwierdził: O każdym albumie można powiedzieć dwie rzeczy - to, jaki jest, i to, jaki mógłby być - jego alternatywną historię. "U2. Historie największych utworów" łączy obie narracje, na osi czasu kreśli poszczególne nuty i pozwala muzyce płynąć.
 |
U2 i drzewo Jozuego. "Gdy inni rzucali się naćpani po scenie otoczeni tłumem błyskotek, my byliśmy na pustyni. Zawsze pod prąd - w tym tkwi siła U2", powiedział Bono. Zdjęcie ze strony: http://www.americanpopularculture.com/archive/venues/joshua_tree.htm |
Począwszy od historii
jednego człowieka - Bono (śmierci jego matki, małżeństwa, poszczególnych
wyborów życiowych), Stokes rysuje dzieje całego zespołu.
Okazuje się, że sława nie przychodzi łatwo, że w procesie twórczym
zaledwie kilka procent stanowi talent, reszta to ciężka praca. Muzycy
udowadniają, że upór, wiara i zaufanie intuicji może zostać przekute w
sukces. Kilkadziesiąt lat istnienia U2 zaowocowało ciekawymi historiami,
anegdotami. Co, prócz interpretacji poszczególnych utworów, odnaleźć
można w książce?
Przeczytamy o piosence dla gejów,
improwizowaniu na koncertach zainspirowanym Iggy′m Popem, nagrywaniu
nago, miesiącu miodowym Bono spędzonym w rezydencji "Goldeneye", która
należała kiedyś do Iana Fleminga, improwizowanym utworze o upadku
Elvisa, CockaColi, która chciała wykorzystać jeden z utworów U2 do
swojej reklamy, naukach the Edge′a od Toma Veraline′a z zespołu
Television, że "mniej znaczy więcej" lub o bezczelnej parodii autorstwa
zespołu Negativeland, który na okładce płyty umieścił nawet oryginalne
logo U2. The Edge miał swoich kilka śpiewnych minut w utworze "Seconds" -
tam po raz pierwszy jest głównym wokalistą, choć i tak brano go za
Bono. W "The Ocean" muzycy zamieścili portret Doriana Grey′a, w "The
Refugee" wskrzesili i na nowo odkryli muzykę celtycką. Od piosenki
"Surrender" Bono pisze lepsze teksty, zna swoje mocne strony, w narrację
wplata historie fascynujących go ludzi. "Drowning man" to - według
muzyków - jeden z ich najlepszych utworów.
Poznamy lepiej Bono, który "tworzył słowa podświadomie". Ten niezwykły żółw intelektualista
(jak siebie nazwał), "poeta szukający własnego stylu", znawca sztuki
czytający Joyce′a i Wilde′a, rozpoczął od buntu (był pierwszym punkiem w
szkole, z łańcuszkiem od nosa do ucha, rzucił w brata nożem, który wbił
się w drzwi), pisał niedopracowane teksty na pudełkach po papierosach i
torebkach Air India (przeznaczonych na wymioty), by - poprzez modlitwę,
kontemplację, zaangażowanie społeczne - dojrzeć i dojść do miejsca, w
którym widzimy go teraz.
Przybliżone zostanie
społeczne zaangażowanie muzyków: nie tylko w akcje na całym świecie,
przede wszystkim zaangażowanie widoczne w tekstach.
Przykładowo, w utworze "Sunday Bloody Sunday" Bono zawarł historię
Irlandii. Piosenka nie miała wzywać do buntu, stanowiła raczej komentarz
polityczny, komentarz spraw, które - Bono zdał sobie z tego sprawę -
zaczynały dotyczyć i jego. W postawie muzyka dało się wyczuć jego
dojrzałość; U2 nie są artystami stojącymi obok, tworzącymi z dystansu. Mają świadomość uwikłania w zdarzenia.
Wywieszali na koncertach białą flagę, by zasygnalizować, że nie
popierają żadnej frakcji politycznej, że chcą pokoju w ogóle. Ich
zaangażowanie przybrało wyrazistą, ale obiektywną formę. Komentowali też
wydarzenia bieżące: Bono dał upust swojej złości, wykrzykując słowa: Pieprzyć rewolucję!
po 8 listopada 1987 roku, dniu masakry w Enniskillen. W kawałku "New
Years Day" nawiązali do Solidarności. Zarzucano im czasem, że nie są
wystarczająco punkowi, uważali jednak, że bunt dla samego buntu był
przebieranką, nie wyrażał tego, co najważniejsze. Owszem, bawili się w
maskaradę. Bono wcielał się w role Muchy lub MacPhisto, kreacje te
jednak służyły pewnej idei, ubogacały artystyczny przekaz grupy.
Każdy utwór opatrzono informacją o długości trwania, krążku, z którego pochodzi (raczej gwoli przypomnienia, gdyż utwory uporządkowano chronologicznie, według wydawanych płyt).
W przypadku niektórych podano miejsce na liście przebojów w Wielkiej
Brytanii i w Stanach Zjednoczonych: zestawienie o tyle ciekawe, że
pokazujące, co w konkretnym kraju podoba się ludziom, jaki rodzaj muzyki
najbardziej do nich przemawia (swoją drogą, ciekawie byłoby
przeprowadzić badania socjologiczne na podstawie podobnych danych). Do
książkowej ekstazy zabrakło mi twardej oprawy, która chroniłaby strony
przed zniszczeniem. Szkoda również, że poszczególnych płyt nie
rozróżniono graficznie. Numery stron zaznaczono na zielonym polu, który
odznacza się na przewracanych kartkach: zróżnicowanie barw (w zależności
od krążka, na przykład) pozwoliłby czytelnikowi szybciej dotrzeć do
poszukiwanych treści. Momentami mieszał w tekście chochlik bawiący się
kursywą (którą zaznaczano poszczególne wypowiedzi, m.in. członków
zespołu): nie zawsze wyszczególniano w ten sposób cytaty, co wprowadzało
nieraz chaos poznawczy. Niemniej, pozycja prezentuje się zacnie.
Kredowy papier, niemal każda strona ubogacona fotografią... Momentami
zaskakujące lub zabawne puenty Stokesa wieńczące opis danego utworu
przywoływały uśmiech. Książka na bogato: i pod względem treści, i formy.
Każdy utwór opowiada inną historię,
każdy kawałek stanowi odrębną, bogatą opowieść. Razem tworzą epopeję
zamkniętą na krążku: dawkę emocji, ludzkich podniet, wątpliwości,
przemyśleń. W trakcie lektury miałam mieszane uczucia: z jednej
strony odczułam - o ironio - stosunkową niewielką (raczej standardową)
ilość "hitów" autorstwa U2. Z drugiej, każda piosenka otwierała przede
mną spektrum znaczeń, wychodziła z muzycznego cienia, jakie zafundowały
jej rozgłośnie radiowe. Nagle zapragnęłam słuchać każdej płyty,
po kolei, od początku do końca. Głos Bono, muzyka the Edge′a, Larry′ego
i Adama stały się wyraziste, jak gdybym usłyszała je na nowo,
zwielokrotnione. Niall Stokes poniekąd otworzył mi oczy (uszy?), w
każdym razie na pewno pobudził apetyt.
W podsumowaniu jednego z utworów czytamy: Jest
w nas tyle zapału, czujemy niesamowitą moc. Dlaczego tego nie
wykorzystać? Dlaczego nie mielibyśmy wejść do studia i zobaczyć, co z
tego wyniknie? Pytanie nie wymaga odpowiedzi. Pozostaje czekać na
rezultat twórczych sesji muzyków, na kolejne kawałki ich kosmicznego
rock and rolla, wzruszające ballady nazwane kiedyś muzyką gospel dla
Amerykanów bez grosza. Ty też polubisz U2.
 |
Adam, The Edge, Bono i Larry. Zdjęcie ze strony: http://zloteprzeboje.tuba.pl/zloteprzeboje/1,101972,9761264,Nowa_plyta_U2_dopiero_za_rok.html |
Niall Stokes, U2. Historie największych utworów, Wydawnictwo In Rock 2013, 192 s.